Głębia: Recenzja

„Głębia” to polska edycja karcianki „Balloon Cup”. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, lokalizując grę, podjęło decyzję o zmianie dekoracji – zamiast wyścigu balonów, mamy łowienie skarbów w morskich głębinach.

Wizualnie gra jest bardzo sympatyczna, jakości wykonania też nic nie można zarzucić. W pudełku mamy 4 dwustronne płytki oceanu (na których będziemy kładli skarby do wyłowienia), kilkadziesiąt drewnianych kolorowych kosteczek (rzeczone skarby) oraz talię kart z nurkami w 5 kolorach i o wartościach punktowych od 1 do 13 (przy czym w jednym z kolorów nie występują wszystkie wartości punktowe, to znaczy kart jest mniej niż 13).  Ilustracje kart nie są zróżnicowane, na dobrą sprawę mamy na nich 2 rodzaje nurków: w kąpielówkach albo w pełnym wyposażeniu, ale chodziło raczej o czytelność kolorów i numerów (punktów), bo te 2 elementy mają decydujące znaczenie w mechanice gry.

Celem gry jest uzbieranie odpowiednich zestawów skarbów, zgodnie z kartami celów (np. 7 czerwonych czy 3 szare). Ten gracz, który jako pierwszy wypełni 3 cele, zostaje zwycięzcą. Kolory nurków odpowiadają kolorom skarbów do wyłowienia. Aby zdobyć dany skarb, trzeba ułożyć przy odpowiedniej płytce oceanów taką kombinację nurków, która po pierwsze będzie odpowiadała kolorom skarbów (ile skarbów koloru X, tylu nurków w tym kolorze – nie więcej i nie mniej), a po drugie będzie miała odpowiednią wartość punktową. 

Jaka to wartość? To zależy, czy łowimy na płyciźnie, czy w głębinach. Płytki oceanu są 2-stronne i odzwierciedlają zmiany warunków. Na płyciźnie lepiej radzą sobie lekko wyposażeni (nisko punktowani) nurkowie, więc trzeba uzbierać tam jak najmniej punktów po swojej stronie stołu. W głębinie odwrotnie – staramy się uzbierać tych punktów jak najwięcej. 

Wartym uwagi twistem i tym, co w dużym stopniu sprawia, że gra jest ciekawa i wciągająca, jest możliwość dokładania nurków po obu stronach stołu. Osłabia to negatywny wpływ losowości w kartach, który bez tej możliwości byłby dominujący. Mamy w ręce samych nisko punktowanych nurków, a na stole są same głębiny? Nie ma sprawy, po prostu dorzućmy tych nurków po stronie przeciwnika. Dzięki tej możliwości w grze o wiele mniej jest sytuacji, gdy nie ma możliwości wykonania sensownego ruchu. Drugim skutkiem, nieco paradoksalnie, jest to, iż to nie niskie czy wysokie karty okazują się słabsze od innych – ale te średnie. O ile karty 1, 2, 3 albo 11 czy 12 zawsze gdzieś się przydadzą, to o wiele trudniej sensownie wykorzystać karty o wartości 7 czy 8.

Drugim skutkiem możliwości dokładania kart po stronie przeciwnika jest bardzo silny element negatywnej interakcji między graczami. O ile dla starszych graczy to nie problem, to obawiałbym się w tym kontekście o grę z młodszymi dziećmi.

Gra ma także nieco brydżowy posmak z uwagi na konieczność liczenia wykładanych kart, ich punktacji, poszukiwania możliwości zagrania karty w sposób przynoszący większe korzyści czy przewidywania, jakie jeszcze i kiedy karty mogą się pojawić. Jakkolwiek przy braku odpowiednika fazy licytacji nie mamy żadnego wglądu w to, jakie karty ma na ręce przeciwnik, to jednak musimy obserwować i pamiętać, co zostało zagrane, co wtasowane i tworzy talię do dobierania, a co jeszcze mamy na ręce. Bez tych obserwacji, planowania i liczenia trudno o dobry i nieprzypadkowy wynik w grze. To niestety może z kolei powodować występowanie downtime. Jest to zaskakujące przy tak małej i prostej w gruncie rzeczy grze. 

W tym kontekście wydaje się, że słodka i urocza oprawa graficzna nie do końca odzwierciedla charakter i możliwości gry. Owszem, nie jest to nijak ciężki eurosuchar, ale nie jest to też gra dla pierwszoklasisty. Przy grze w „Głębię” nasuwają się skojarzenia, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, z szachami i brydżem. To jedna z tych małych, sprytnych gier dla 2 graczy, które można wytłumaczyć w kilka chwil, a które wcale nie są takie proste, jak mogłoby się wydawać. Przy innych grafikach i innym marketingu mogłaby trafić z powodzeniem także do starszych graczy jako przyjemny, niegłupi filler. A i w obecnym kształcie niekoniecznie jest grą dla dzieci.

Recenzja:
Michał Hartleb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.