Rzut Okiem #17 – Zombicide: Czarna Plaga

Zombicide: Czarna Plaga

Autorzy: Rapaël Guiton, Jean-Baptiste Lullien, Nicolas Raoult

Wydawnictwo: Portal

Liczba graczy: 1-6

 

 „Wojny, głód, zarazy…. Myśleliśmy, że poznaliśmy już całe okrucieństwo tego świata, lecz to, czego jesteśmy teraz świadkami, przerosło nasze najgorsze koszmary. Gdy posłaniec z okolicznej wsi przyniósł wiadomość o nekromantach i trupach podnoszących się z grobu, nikt nie chciał wierzyć. A teraz? Trzeci dzień siedzimy zabarykadowani w kaplicy. Została nas garstka. Każdej nocy można usłyszeć jak nieumarli krążą dokoła kaplicy, próbując się dostać do środka. Jesteśmy odcięci od świata i kończy nam się żywność. Czy nie ma już dla nas nadziei?”

– z notatnika brata Alberta, skryby klasztoru na skraju Martwej Puszczy.

Nastały niespokojne czasy

Zombicide: Czarna Plaga to kooperacyjna gra, w której gracze wcielają się w bohaterów fantastycznego świata, zmagających się z nekromantami oraz prowadzonymi przez nich hordami zombie. Wspólnie będą przeszukiwać lokacje, zdobywać nowy ekwipunek, rozwijać swoje postacie i zabijać zombie, aby wykonać cele scenariusza i osiągnąć zwycięstwo.

Czas bohaterów

Ciężkie czasy wymagają niezwykłych dokonań. I o to jest, szóstka naszych bohaterów, których zadaniem będzie przetrwanie apokalipsy zombie. Wyznając zasadę, że najlepszą obroną jest atak, wspólnie wyruszają przeciwko hordom zombie. Każdy z nich jest specjalistą w swoim fachu. Zręczny Elf biegle władający łukiem. Krasnolud, którego skóra jest twarda niczym zbroja płytowa, czy chytra złodziejka, doskonale znająca każdy zaułek w mieście. Każda umiejętność znajdzie zastosowanie, ważne by je dobrze wykorzystać i mądrze rozwijać. Doświadczenie w walce jednak przychodzi z czasem, którego jest tak nie wiele. To właśnie dlatego do dyspozycji drużyna posiada miecze, młoty bojowe, kusze czy nawet obronne zaklęcia. Tyle dóbr ukrytych jest w domach i kryptach, wystarczy tylko sięgnąć po nie, by zyskać przewagę nad wrogiem.

Długa droga do celu

Przetrwanie nie jest celem samym w sobie. Powstrzymanie nadciągającego końca nie będzie jednak trywialne. Polowania na nekromantów i ich piekielne abominacje, ratowanie wieśniaków, zdobywanie tajników wiedzy o zombie, wszystko byle, by następny dzień był łatwiejszy. Każda misja ma wyznaczone warunki zwycięstwa, lecz droga do niego nigdy nie będzie taka sama. Zwłaszcza, gdy na naszej drodze stoi horda umarlaków.

 

Wróg nie śpi

Poczynania naszych postaci nie uchodzą jednak uwadze adwersarzy. Przeciwnicy w odpowiedzi na każdy nasz krok, każde zabite zombie odpowiadają siłą. Rażąca jest liczebność wroga. Wraz z ilością ofiar rosną jego zastępy, a wraz z tym ryzyko porażki.

Koniec podróży

„Zombicide: Czarna Plaga” jest tytułem, wobec, którego miałem całkiem spore oczekiwania. Wykonanie wedle oczekiwań staneło na najwyższym poziomie. Rewelacyjne plansze bohaterów, z licznikami doświadczenia i życia oraz miejscem na ekwipunek. Ogromna ilość bardzo wysokiej, jakości figurek, które aż proszą się o pomalowanie. Tematyczne połączenie „Walking Dead” z światem fantasy, jak dla mnie jest świetnym pomysłem. Mechanicznie gra prosta i intuicyjna, chociaż nie obyło się bez szukania pomocy w Internecie odnośnie niektórych zasad, słabo opisanych w instrukcji. Mimo tego wszystkiego gra nie porwała. Duża doza losowości związana z rzutem kośćmi oraz doborem kart przeszukiwania, powodowały, że nawet najlepsze strategie przepadały przez brak szczęścia. Mimo że do wesołego turlania kośćmi nic nie mam, to w tytule, który trwa około dwóch godzin taka losowość jest dość bolesna. Oprócz tego, jeśli gracz nie kontroluje więcej niż jednego bohatera to wraz z jego śmiercią jest eliminowany z rozgrywki. Kolejną rzeczą jest fakt, iż są dostępne tytuły, w których część z tych rzeczy wypadają lepiej, mniej losowości (bądź większa nad nią kontrola), lepiej opowiedziana fabuła, ciekawszy rozwój postaci. To wszystko powoduje, że „Zombicide: Czarna Plaga” raczej nie pojawi się już u mnie na stole.